Z Agą ogarniamy ADHD
– Miałam takie momenty, że gdyby nie ADHD, to „tyle bym w życiu osiągnęła”. Z drugiej strony, gdyby nie ADHD, to bym też wielu rzeczy nie osiągnęła – często zupełnie „na spontanie. Polubiłam swoje ADHD.” – przyznaje Aga Stolarczyk z Ogarnij ADHD.
Marta Chowaniec: Opowiedz o swojej drodze do ADHD.
Aga Stolarczyk/Ogarnij ADHD: Droga była długa, postaram się ją tutaj skrócić.
Zawsze czułam się inna od reszty społeczeństwa. Widziałam, że funkcjonuję w trochę odmienny sposób niż pozostali ludzie. Miałam albo wielu znajomych wokół siebie, albo ich w ogóle nie miałam. Niby w szkole średniej miałam swoją paczkę, ale widziałam, że od nich trochę odstaję. Miałam poczucie takiej derealizacji, jakbym funkcjonowała gdzieś poza światem. I albo było w porządku, albo beznadziejnie.
Kiedy skończyłam osiemnaście lat, postanowiłam wziąć życie w swoje ręce i dowiedzieć się, co w nim nie działa. I tutaj zaczęła się ostra jazda bez trzymanki. Lekarze interniści powtarzali: „Jest pani młoda, wyniki ma pani rewelacyjne, proszę nie doszukiwać się dziury w całym, proszę nie szukać sobie chorób”. W międzyczasie miałam tężyczkę, która wiąże się między innymi z niedoborami magnezu. Kiedy ją podleczyłam, odczułam chwilę spokoju, ale potem znów powrócił niepokój i napięcie. Trafiłam nawet do onkologa. Mój partner chodził do psychologa, więc pomyślałam, że też się wybiorę. Psycholog wówczas zasugerował, że mam stany lękowe i depresję. Usłyszałam, że ADHD nie istnieje. Trochę miałam pecha, bo to był już rok 2022.
Nie miałam depresji – tego byłam pewna, a stany lękowe mogą występować przy tężyczce. Szukałam wielu różnych podcastów psychologicznych. W pewnym momencie dopuściłam do siebie myśl, że może jednak ten psycholog miał po części rację, aż natrafiłam na taki podcast, w którym wymienione były dokładne objawy tego, z czym się borykałam – jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że mowa o ADHD.
Mimo wszystko nadal mi się to nie spinało. Owszem, było mnie wszędzie pełno, ale przecież nie byłam chłopczykiem skaczącym wszędzie, gdzie się da. Nie zdawałam sobie sprawy, jaki to nieprawdziwy stereotyp.
Wtedy zostawiłam ten temat na moment. Jednak objawy były bardzo dokuczliwe, zapisałam się więc prywatnie do psychologa – osoby wyszukanej w internecie, z dobrymi opiniami oraz informacją, że zajmuje się ADHD. Za diagnostykę dwa lata temu zapłaciłam 400 zł plus koszty wizyty u psychiatry. Centra diagnostyczne często wliczają w diagnozę kilka wizyt i także wizytę u psychiatry, więc to spory wydatek. Był także moment, w którym poszłam do psychiatry na NFZ, aby zmniejszyć koszty leczenia. Byłam pewna, że świadomość jest już na tyle duża, że nie odbiję się od ściany jak w przypadku pierwszego psychologa. Niestety, trafiłam na osobę koło sześćdziesiątki, która ponownie tłumaczyła mi, że ADHD nie istnieje…

Jaki jest u Ciebie główny objaw ADHD?
Paraliż. Nie jestem w stanie wstać i zrobić konkretnej rzeczy. To taki stan zamrożenia, w którym mam zablokowane funkcje wykonawcze. Tak jakby ktoś odciął cały świat. W takim stanie można przetrwać kilka dni, tygodni…
Co wtedy „robisz”?
Daję sobie zrozumienie. Nie wciskam działania na siłę, bo tak czy inaczej nie dam rady go podjąć. Staram się, po pierwsze, zracjonalizować sytuację, zastanowić się, czy to, co czuję, jest prawdziwe. Czasem włączam serial. Daję sobie czas dla siebie. Po co mam się męczyć, na siłę powtarzać: „Musisz wstać”, skoro to mnie tylko bardziej nakręca w myśleniu: „Znowu nic nie zrobiłam, jestem taka, owaka…”. Daję sobie czas na odpoczynek, dwa-trzy dni na kontrolowaną prokrastynację, układam w głowie plan ruszenia małymi kroczkami. Myślę: „Idź pobiegać”, „Idź na spacer”, „Idź spać” i często energia wraca. W takich momentach zdarza się, że działa u mnie położenie się na podłodze i dosłownie odłożenie wszystkiego na drugi plan.
Mój mózg chce się chwilę ponudzić i gdy to zrobi, zaczyna działać poprawnie. Najczęściej po kilku minutach wstaję i mogę już zająć się tym, co miałam w planach, bo jeśli włączę TikToka i zacznę scrollować, to mózg nie odpocznie. Pozornie wydaje się, że tak jest, ale w praktyce jest zupełnie odwrotnie, a mózg z ADHD przebodźcowuje się dużo szybciej niż u osoby neurotypowej.
Drugi problem?
Overthinking.
Wymyśliłam na to sposób przez przypadek. Po prostu kładłam się na łóżku i odliczałam oddechy od 1 do 100. Starałam się, by nie skupiać uwagi na moich myślach, tylko pozwolić im płynąć. Oczywiście w przypadku przebodźcowania czy stresu to nadmierne analizowanie powraca, ale już nie w takim natężeniu, jak wcześniej, gdy nie umiałam tego kontrolować.
Zobacz także
-
Jarek Żyliński „Granice dzieci i dorosłych”
Granice to rozmowa, współpraca i spokojne dążenie do zaspokajania własnych potrzeb. Czy to trudne? Zależy, w jakim domu się wychowaliśmy. Mówi się czasem, że pewne książki czytamy od deski do deski; ja książkę Jarka Żylińskiego „Granice dzieci i dorosłych” właśnie od deski do deski przerabiam.
A drobne rzeczy?
To dla nas duży problem, ale w chwilach, gdy tych małych rzeczy jest za dużo, warto się mimo wszystko zatrzymać na moment, choć może wydawać się to irracjonalne. Warto też zwolnić.
Na przykład w trakcie mycia włosów powtarzam sobie w myślach: „Wolniej, nie spiesz się”. Nie do końca umiem wytłumaczyć, jak to działa, ale działa. Wolniej, wszystko róbcie wolniej. Przed naszą rozmową włączyłam sobie muzykę relaksującą, co pozwala mi mieć jaśniejszy umysł i być w tej rozmowie w pełni skupiona.
Z doświadczenia widzę, że nie jest łatwo wprowadzać różne techniki zarządzania sobą i czasem. Kiedy na moment od nich odejdziemy, wszystko leci na łeb i szyję. Głęboko wierzę, że najpierw trzeba swoje ADHD zaakceptować, zrozumieć działanie własnego mózgu i organizmu, bo każdy z nas funkcjonuje nieco inaczej, i dopiero wtedy wprowadzać te techniki w życie. Mogą w pełni zadziałać, gdy są dostosowane indywidualnie. Kluczem jest także umiejętność wracania do tego „dobrego” funkcjonowania.

Co w takim razie jest takim najmocniejszym punktem w zarządzaniu sobą?
Osobiście pracuję zdalnie z domu, więc zarządzanie sobą to spore wyzwanie. Największą i najważniejszą decyzją po diagnozie, której pilnowałam z pełną determinacją, było to, żeby pracować tylko do godziny 17. Powtarzałam sobie, że nie muszę robić niektórych rzeczy po tej godzinie, a nawet jeśli coś wydawało mi się pilne, to przyjęłam, że te rzeczy poczekają na drugi dzień. W ADHD często jest tak, że wpadamy w „hiperfokus” lub że zdaje się nam, że nic nie może czekać, bo coś „muszę zrobić” – teraz, natychmiast. Świadomość, że wcale nie muszę, była na początku straszna. Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić – scrollować czy sprzątać. Miałam pustkę w głowie, panikę, zastanawiałam się, czym się zająć, za co się zabrać – te myśli były bardzo trudne do przeskoczenia. Na szczęście po kilku dniach mózg włączył inne funkcjonowanie. Zaczęłam cieszyć się z każdego spaceru czy leżenia na trawie – coś, co wcześniej było męką, bo mój mózg nie potrafił się wyłączyć. Tymczasem po kilku dniach twardego resetu w końcu uczyłam się odpoczywać.
Postanowiłam też chodzić spać o regularnych godzinach. I to był przełom – moment, w którym zaczęłam dobrze funkcjonować. Nauka odpoczynku była moim sposobem do zrobienia największego kroku w ogarnięciu mojego ADHD i do wyregulowania rytmu dnia. Teraz oczywiście mogę pozwolić sobie na więcej, ale właśnie doświadczenie prawdziwego odpoczynku pozwala mi na szybszą regenerację i rzadsze wpadanie w paraliż czy chaos.
Osoby z ADHD zwykle nie umieją odpoczywać. Wiąże się to z tym, że działamy zawsze teraz, nie mamy wyczucia czasu, umiejętności planowania – to też jest tzw. ślepota czasowej (z ang. timeblindness). Często wydaje mi się, że zdążę jeszcze wypić kawę, umalować się, umyć zęby, odpisać na maila i że zrobię to wszystko w dwadzieścia minut, tuż przed wyjściem z domu. Jednak w praktyce to tak nie działa i jest mało prawdopodobne, że mi się uda. Intuicyjnie zaczęłam też spisywać, ile trwają u mnie poszczególne czynności. Czas pomalowania się, czas zebrania się do wyjścia – spisywałam to co do minuty. Szczegółowe zapisywanie, ile zajmuje mi np. wpakowanie i wypakowanie rzeczy ze zmywarki pozwoliło mi uświadomić sobie, że lepiej robić to wieczorem niż kolejnego dnia, bo znowu budziłabym się z poczuciem misji już od samego rana. Analiza tego, jaka czynność ile zajmuje, pozwoliła mi popracować nad ślepotą czasową i dziś jest już naprawdę dobrze.

Marta Chowaniec: Możesz opowiedzieć o teorii łyżeczek?
Mówi się, że przy pracy z ADHD sprawdza się strategia łyżeczek energii na cały dzień.
Jeśli przygotowanie śniadania pochłania nam jedną łyżeczkę, spakowanie się do pracy zabiera nam drugą łyżeczkę, to starałam się do tego podejść tak, żeby ich nie marnować tego dnia, chronić swoje zasoby z wyprzedzeniem. Inaczej mówiąc: jeśli mam tę brudną zmywarkę, stale mam mózg w gotowości do zrobienia tej czynności, bo myślę: „Muszę to jeszcze zrobić”. Zrobienie tego poprzedniego wieczoru po prostu zwalnia nam przestrzeń. Każda osoba z ADHD ma różne nasilenie objawów związanych właśnie z nadpobudliwością psycho-ruchową.
Lubisz osoby z ADHD?
Na podstawie doświadczeń z mojego życia widzę, że osoby z ADHD często przyjaźnią się z innymi ludźmi z ADHD. Większość moich bliskich znajomych ma ADHD. Sama polubiłam się z moim ADHD. Prowadzenie profilu @OgarnijADHD pozwala mi zrozumieć siebie, a także pomóc innym. Zawsze miałam prospołeczne nastawienie, a już niedługo mam zamiar rozpocząć studia psychologiczne. Pomysł założenia profilu długo za mną chodził, ale koniec końców powstał on totalnie „na spontanie”. Był moment, gdy mój profil na Facebooku w ciągu jednego dnia polubiło 4,5 tysiąca osób – to dało mi ogromną wiarę w to, co robię. Była chyba duża potrzeba mówienia o ADHD. Miałam takie momenty, że gdyby nie ADHD, to „tyle bym w życiu osiągnęła”. Z drugiej strony, gdyby nie ADHD, to bym też wielu rzeczy nie osiągnęła – często zupełnie „na spontanie”. Osoba neuroróżnorodna z osobą neuroróżnorodną łapią wspólny vibe. Moja przyjaciółka też ma ADHD i nasze rozmowy wyglądają dla osoby z zewnątrz totalnie chaotycznie – gdyby ktoś ich posłuchał – ale my tak łączymy wątki, że dla nas ta rozmowa jest zrozumiała, interesująca i nie odczuwamy w niej chaosu; wręcz przeciwnie. Wątki się przeplatają, ale w stu procentach wiemy, o czym mówimy. U mnie w domu wszyscy tak mają, że się czasami nie mogą skupić albo o wszystkim zapominają. Dla nas w rodzinie to jest normalne. W domu nie czułam się inna, pewnie dlatego nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogę mieć ADHD. Moi rodzice zresztą całkiem dobrze funkcjonowali w wielu aspektach życiowych. Dopiero wychodząc poza rodzinę, w społeczeństwie, czułam, że odstaję.
Po wykonaniu tak wielkiej pracy psychologicznej czujesz się już trochę bardziej adekwatna?
Tak, tej pracy było bardzo dużo. Jest łatwiej, ale jak to w życiu, pewnie nie raz „hopka” się zdarzy. Wszystkie techniki i sposoby ogarniania ADHD testuję najpierw na sobie, a dopiero później puszczam je dalej w świat, zarówno jako coach ADHD, jak i prowadząca profil @OgarnijADHD.

Aga Stolarczyk prowadzi profil Ogarnij ADHD w social mediach: FB na Instagramie oraz tiktok. Pracuje jako coach ADHD.