kubek ceramiczny, ceramika, glina, m2k

Ceramika to lekcja pokory

– Nie jestem wyniosła, chciałabym tworzyć ceramikę dla każdego; żeby była „swoja”, ale nie swojska – o ceramice opowiada Marta Krasna-Kornak z m2k.

Marta Chowaniec: W jakim kubku przygotowała pani herbatę?

Marta Krasna-Kornak: Używam w domu prototypów i naczyń, które miały wadę albo z innego powodu nie weszły do produkcji. Jak na przykład kubek kot z żółtymi kropkami na uchu. Pewnie pani pyta o mój projekt „Kubek idealny”?

W jego ramach zaprojektowanie kubka oddałam moim obserwatorom z Instagrama, którzy decydowali, jaką będzie miał pojemność, kształt, ucho i kolorystykę. Co ciekawe, a co mnie bardzo ucieszyło: wyszedł technicznie zbliżony do parametrów, w jakich produkuję sama.

Generalnie ceramika jest bardzo kapryśna. A to niewygodne ucho, a to talerz się buja, bo nóżki nie wyszły równo, a to kropka jest nie tam, gdzie trzeba… To wymagająca praca; potrzeba wielu prób, generuje się dużo odpadów. Aczkolwiek, choć na początku pracy jest ich więcej, potem powoli uczymy się, jak pracować z gliną.

Jakim materiałem jest glina?

Niewdzięcznym, czasami trzeba się bardzo namęczyć, żeby ją poznać (śmiech).

Może przy prostych konstrukcjach, np. talerzach, nie jest to trudne, ale tworzenie donic na duże kwiaty zajmuje mi trzy dni. Glina jest miękka i wiotka, trzeba ją więc podsuszyć. Lubię to; mogę skupić się tu i teraz na tym, co robię, mogę pozbierać myśli, odpocząć. Ważne są aspekty sensoryczne jak ugniatanie, wałkowanie, formowanie gliny – to bardzo dobry pomysł na odpoczynek od trzymania myszki.

Był taki czas, że moje dzieci dużo chorowały, siedziałam z nimi w domu. Wtedy, gdy mąż wracał z pracy i przejmował opiekę, bardzo chętnie szłam do mojej pracowni, włączałam muzykę i zajmowałam się tylko tym. To naprawdę działa uspokajająco i wyciszająco. Pod warunkiem, że nie siedzi się tam cały czas w zimnie i nie bolą stawy, bo to choroba zawodowa ceramików. Jest również obciążająca dla kręgosłupa – pojemnik ze szkliwem czy opakowanie gliny są ciężkie. Mam też zawsze krótkie paznokcie.

Z wykształcenia jestem geologiem, więc śmieję się, że wróciłam z ziemi do ziemi. Cały czas się tej gliny uczę. Nowe wzory i technologie wymagają prób. Chętnie się rozwijam, szukam nowych rzeczy. Glina daje nieograniczone możliwości. Jeśli już ją polubimy, zawsze pojawi się pytanie: „A co by było, gdybym zrobiła z nią to i tamto?”. Na frustrację i etap złości trzeba być przygotowanym, bo zawsze może się zdarzy–nie raz czy dwa – że coś nie wyjdzie.

Próby i błędy są wpisane w pani zawód?

Tak.

Jeśli zapyta pani dowolnego ceramika, też to potwierdzi. Bo była inna domieszka, bo farby nieodpowiednio się zamieszały itp. Ceramika to duża lekcja pokory i cierpliwości. Zresztą wielokrotnie mówiłam: „Ja tego nie będę robić!”. Bywało frustrująco, jestem samoukiem. A z drugiej strony lubię to, sprawia mi to przyjemność, dzięki ceramice mogę równocześnie pracować i odpoczywać. A jednocześnie zajmuję się domem i dziećmi, jestem mamą i to jest mój priorytet. Nie pracuję więc w glinie na pełny etat.

Lubię błędy, bo można na nich dużo się nauczyć.

ceramika, glina, m2k, kubek ceramiczny, talerz ceramiczny, pracownia ceramiczna, Podkowa Leśna
m2k

Czy pamięta pani swój pierwszy projekt?

Tak. Lubię wchodzić na głęboką wodę.

Znalazłam w internecie projekt świecznika i chciałam zrobić formę na podobny. Technicznie była trudna, wieloczęściowa. Wyszła, odlałam z niej świecznik, był koślawy. Popatrzyłam na to i pomyślałam: „Chyba nie chcę się tym zajmować” (śmiech). Uznałam jednak, że taki świecznik jest wyzwaniem, więc jeśli potrafię przygotować taką formę, to kubek czy talerz będą mi wychodzić bez problemu.

Glina chodziła za mną od dawna. Przez wiele lat zajmowałam się rekonstrukcją historyczną i ubierałam się w stroje historyczne, głównie średniowieczne. Prowadziłam warsztaty dla dzieci, m. in. z lepienia naczyń. Potem poznałam swojego męża, który z czasem zajął się produkcją kafli. Prowadziłam mu biuro, zajmowałam się projektowaniem pieców, ale nudziło mnie to zajęcie. Częściej bywałam na produkcji niż przed komputerem, interesowałam się, jak można zrobić z gliny różne naczynia. Podjęłam decyzję, że zajmę się tym na poważnie. Nigdy nie uważałam się za artystkę, nie mam takiej swobody ani uporządkowania. Ale żeby kształt i kolor pasowały do siebie, trzeba mieć artystyczny zmysł. Potrzeba trochę talentu (śmiech), cierpliwości, pomysłów i otwartego umysłu, żeby umieć wyjść z utartych szlaków, żeby po zaznajomieniu się z technologią i ograniczeniami tworzenia w glinie wymyślić coś nowego, zaproponować coś odmiennego od wytwórstwa innych.

Nigdy nie uważałam się za artystkę, nie mam takiej swobody ani uporządkowania. Ale żeby kształt i kolor pasowały do siebie, trzeba mieć artystyczny zmysł. Potrzeba trochę talentu (śmiech), cierpliwości, pomysłów i otwartego umysłu, żeby umieć wyjść z utartych szlaków, żeby po zaznajomieniu się z technologią i ograniczeniami tworzenia w glinie wymyślić coś nowego, zaproponować coś odmiennego od wytwórstwa innych.

Marta KraSna-Kornak/martachowaniec.com

Dla mnie inspiracją byłą Skandynawia. Wielokrotnie podróżowałam do Szwecji: przyjemnie, pusto, spokojnie. Wprowadziłam zatem do mojego tworzenia minimalizm i geometrię. Z czasem to się zmieniło, wywróciłam swoje założenia do góry nogami. Weszła seria ogrodowa, – z kolorami; naczynia, w których dużo się dzieje. Uporządkowanie i geometria jako cechy mojego stylu pozostały. Ale dodałam stonowane barwy, niepstrokate, chociaż nawet to wymagało ode mnie odwagi. Jestem otwarta na zmiany. Ceramika ewoluuje ze mną. Mam w sobie więcej odwagi, żeby robić inne projekty, nie trzymać się mojej utartej ścieżki. Jestem stonowana, spokojna i uporządkowana. Moją twórczość nazwałabym „spokojem w kolorze”, a elegancja pojawi się, kiedy w projektach zagości złoto. Nie jestem wyniosła, chciałabym tworzyć ceramikę dla każdego; żeby była „swoja”, ale nie swojska.

Żeby nie ośmielała?

Dokładnie.

Te „swoje” talerze już pani tworzy, pisząc na nich: „Twarda sztuka”, „Idę jak burza”, „Dziecko szczęścia”, „Oaza spokoju”, „Hulaj dusza” itd.

Bardzo nie lubię, kiedy ktoś zabiera mi moje naczynia, nawet mój mąż czy dziecko. Pomyślałam, że może niektórzy ludzie też tak mają i jeśli będą mieć naczynia podpisane w ten sposób, sprawi im to radość. Co ciekawe, często te produkty były kupowane prezent, by dookreślić np. dziewczynę, która jawiła się ukochanemu jako oaza spokoju. Określenia były pozytywne, motywujące, żeby ktoś po obudzeniu nie otrzymał miski z napisem „Zimy drań”.

Z jakim napisem chciałaby pani otrzymać taką miskę?

Mam w domu chyba dwa takie talerze. „Wulkan energii”, na której jem śniadanie, gdy mam okropny, pochmurny poranek. Myślałam, że zadziała, ale niestety nie działa zawsze (śmiech). Czasem spędzę taki dzień w domu, czytając książkę. Lubię swój dom i Podkowę Leśną. Spędziłam tutaj dzieciństwo, lata młodzieńcze, znam tu każdy kąt i nigdy nie zamieniłabym tego miejsca na żadne inne. To dobre miejsce do życia, miasto-ogród, niedaleko jest las. To też świetne miejsce na pracownię. A tworzę rzeczy użytkowe, przydatne, funkcjonalne, z odrobiną sztuki, żeby nie były nudne, a atrakcyjne wizualne. Moje ulubione kolory to czarny, bordowy i ciemnozielony. Często przedmioty są monochromatyczne, np. jeden kolor, a kilka odcieni. Z gliną kojarzą się dwa kolory, których nie lubię: – brąz i czerwony. I ja rękami i nogami będą się przed nimi bronić. Ale zdarzały mi się zamówienia w tej tonacji, które robiłam niezbyt chętnie, a potem okazywały się bardzo ładne. Pracuję na białej glinie. Kolor kremowy też jest dla mnie do zaakceptowania, jeszcze w zgodzie ze mną.

ceramika, glina, m2k, kubek ceramiczny, talerz ceramiczny
m2k

Mówi się, że ceramika jest niedoskonała w swojej doskonałości.

Czasem klienci pytają mnie, z jakiej jestem firmy, bo te produkty są takie same, równe. Czasem, kiedy jakieś naczynie wyjdzie mi krzywo i na targach sprzedawane jest jako „drugi gatunek” albo taniej, z outletu, to kupujący mówią, że im się takie podobają, bo widać na nich ślad ludzkiej ręki. Widać, że są robione ręcznie. Dążę do tego, żeby moja ceramika była powtarzalna, ale wiem, że nigdy nie będzie idealna.

Często ceramice zarzucane są wysokie ceny.

Ceramika i sam proces tworzenia oraz materiały są bardzo drogie. Wypały pożerają mnóstwo prądu, w ostatnim czasie szkliwa mocno zdrożały. W tworzenie ceramiki trzeba też włożyć mnóstwo pracy fizycznej. Myślę, że klienci nas doceniają, bo wybierają rzeczy unikatowe, mogą zapytać o cały proces produkcji, kupują świadomie, często na prezent czy przedmioty okazyjne, jak patery do użycia, gdy przyjmujemy gości. Mówi się, że za granicą rękodzieło jest bardziej doceniane, ale zauważyłam, że w Polsce myślenie o nim zmienia się na lepsze.

ceramika, glina, pracownia ceramiczna, m2k
m2k

Marta Krasna-Kornak; rodowita mieszkanka Podkowy Leśnej, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego na kierunku Geologia. Studentka Wzornictwa na Wyższej Szkole Sztuki i Projektowania w Łodzi. Z ceramiką związana od 2010 r. Zaczynała od kaflarstwa, aby stopniowo zajmować się ceramiką użytkową. Przez kilka lat prowadziła pokazy toczenia na drewnianym kole garncarskim. Od 2016 prowadzi własną pracownię, w której projektuje i wykonuje ceramikę. Autorka serii naczyń Follow me, Północ, Ogród, Między Słowami, Long Story i innych.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *