wiedźma, Julia Marcinowska, czucie, intuicja

Wiedźma to sposób życia

Julia Marcinowska prowadzi start-up „Ja Kobieta Wiedźma”, bo uważa, że każda z nas ma potencjał bycia wiedźmą. Rozmawiam z nią o tym, czy bycie wiedźmami da nam szczęście.

W piosenkach moich dzieci słyszę: „Przyjdzie baba jaga, stara, całkiem siwa, spyta bardzo grubym głosem: Kto mnie tutaj wzywał?”. A Ty jesteś zaskakująco młoda i ładna. Jak to jest z tymi wiedźmami? Istniejesz realnie czy na niby?

Całkiem realnie istnieję (śmiech).

„Wiedźma” to jeden z konceptów patrzenia na samą, rodzaj etykiety. Można mnie nazwać babą jagą, wróżką czy księżniczką. Ja osobiście odwołuję się do koncepcji „wiedźmy” jako „tej, która wie” – czyli kobiety wiedzącej, opierającej się na swojej mądrości, ale niekoniecznie kobiety, która posiadła całą wiedzę wszechświata i zjadła wszystkie rozumy. Bo wiedźma też wie, że nie wie i dlatego jest pokorna.


Ufam, że każda z nas ma w sobie dostęp do intuicji, podążania za swoim sercem, patrzenia na świat z szerszej perspektywy niż tylko głową i racjonalnie. W związku z tym ma dostęp do mądrości życiowej. Bycie wiedźmą to szukanie mądrości w sobie i uczenie tego innych kobiety. Kontekst bajek dla dzieci to zupełnie inne ujęcie – staruchy, która straszy dzieci. Nie rzucam klątw (śmiech).

Jak uczyć kobiety tej mądrości w sobie?

To temat, na który można rozmawiać i rozmawiać. Pominę już kwestię psychoedukacji i psychoterapii przeciętnej Kowalskiej czy Kowalskiego, choć to ważna baza i dobry punkt wyjścia.
W skrócie: każda z nas potrzebuje odzyskać zaufanie do siebie i swojego czucia, do tego, co mówi jej własne ciało. W pewnym momencie może wtedy usłyszeć, co jest głosem jej intuicji, a co – głowy i rozpoznać, czy to intuicja prowadzi ją przez życie.


Dla mnie bycie wiedźmą jest sposobem życia. Jestem nią zawsze – gdy gotuję zupę, sprzątam mieszkanie czy wypełniam faktury. Bycie wiedźmą jest rodzajem filtru, przez który patrzę na świat. Widzę i rozpoznaję, czy działam z poziomu dzieciństwa i „rany”, czy z poziomu zdrowego dorosłego. Niezależnie, co robię – czy zmieniam pieluchy, czy odprowadzam dziecko do przedszkola, czy siedzę w banku i wypełniam druczki – jestem jakością. Jestem wiedźmą.

Dla mnie bycie wiedźmą jest sposobem życia. Jestem nią zawsze – gdy gotuję zupę, sprzątam mieszkanie czy wypełniam faktury. Bycie wiedźmą jest rodzajem filtru, przez który patrzę na świat. Widzę i rozpoznaję, czy działam z poziomu dzieciństwa i „rany”, czy z poziomu zdrowego dorosłego. Niezależnie, co robię – czy zmieniam pieluchy, czy odprowadzam dziecko do przedszkola, czy siedzę w banku i wypełniam druczki – jestem jakością. Jestem wiedźmą.

Julia Marcinowska/martachowaniec.com

Jak osiągnąć taką jakość?

Praktyka, praktyka i jeszcze raz praktyka; świadomość, wewnętrzna praca i stawanie do zmiany. Chodzi o wychodzenie z automatyzmu zachowań i przekonań oraz świadome wybieranie swoich reakcji i sposobów funkcjonowania – tego, jak ja sama chcę żyć. Nie powiedziałabym, że pozjadałam wszystkie rozumy i stale jestem „w jakości”, bo ciągle się tego uczę. To proces trwający całe życie.

Jego kluczowym elementem jest łapanie świadomości. Staram się zdystansować, żeby „nie zabierały” mnie pewne sytuacje. Na przykład: ktoś mnie zdenerwował i z autopilota chciałabym od razu mu coś odkrzyknąć – wychodzę z siebie, denerwuję się. Jeśli jednak potrafię się w tym miejscu zatrzymać, wziąć wdech i wydech oraz zastanowić się, dlaczego tak się zdenerwowałam, to dla mnie ta taka sytuacja świadczy już o świadomości. A to pierwszy krok do zmiany.

I jak bycie wiedźmą może nam w tym pomóc?

Mnie po prostu coś zawołało do pracy energetycznej z kobietami w odnajdywaniu poczucia własnej wartości, odnajdywania swojego miejsca w sobie – czy rzeczywiście jestem w punkcie życia, w którym chcę być, a jeśli nie, to czego potrzebuję, żeby to zmienić. Narzędzie, którym się posługuję przede wszystkim gimnastyka słowiańska. Oprócz działań na poziomie ciała pracuję też z energią, czyli prowadzę sesje tzw. chanellingu, podczas których łączę się z duszą klientki i pomagam poczuć, co dusza chce jej powiedzieć. Ale robię też sesje oczyszczania energetycznego metodą Spirit Release – pomagam uzdrowić klientkom różne relacje, np. z nieżyjącymi już rodzicami, do których wciąż noszą jakiś żal, albo oczyścić dom po poprzednich właścicielach czy zajrzeć w energię biznesu, aby pomóc uzdrowić przepływ finansowy. Sesje energetyczne mają dosyć szerokie spektrum zastosowania…

Praca z energią to nie jest czarna magia?

A co to jest „czarna magia”?

Dla mnie to świadome, intencjonalne działanie przeciwko komuś lub czemuś, które najczęściej ma przynieść jakąś krzywdę.

Jeśli przychodzi do mnie klientka, otwiera na mnie swoją duszę, żebym pomogła jej w podjęciu najlepszej dla niej decyzji, to dla mnie ogromny zaszczyt, i możliwość udzielenia wsparcia – wszystko, ale nie czarna magia. Dla mnie to w ogóle nie jest żadna magia. To praca z energią, a to nie to samo. Magia biała czy czarna to świadomy wpływ na rzeczywistość. Ja w swojej pracy szanuję wolę drugiej strony. Otwieram przestrzeń i patrzę, na co jest gotowość. Dusza nigdy nie mówi wprost. Z czysto ludzkiej perspektywy chcemy, żeby ktoś nam odpowiedział, jak mamy żyć. Tutaj odpowiedź często jest metaforą. A czy ta osoba stanie do podpowiedzi od duszy, to już jej wybór. Decyzja jest po stronie klientki, bo tu na ziemi codziennie uczymy się brać odpowiedzialność za swoje życie.

A co to znaczy?

„Odpowiedź-alność”, czyli staję do odpowiedzi na to, co przynosi mi życie.

Od swoich problemów mogę się odsuwać, zamiatać je pod dywan, mogę mówić, że nie ma tematu, pójść w używki – w życiu stosujemy różne strategie, żeby nie próbować odpowiedzieć na problemy w sposób twórczy lub przynajmniej konstruktywny. Przychodzą do mnie różne osoby w różnym momencie życia. Towarzyszę im. Nigdy nie wiem, co się na sesji zadzieje, pytam o rozwiązania i pewne wyjścia proponuję. Klient sam czuje i decyduje, czy może np. coś wybaczyć i „puścić”. Niczego nie forsuję. Podpowiadam. Ale gotowość i odpowiedzialność zawsze stoi po stronie klienta.


Poza działaniami z energią bardzo lubię też pracę z kartami intuicyjnymi. To piękne narzędzie, które pomaga trochę obejść naszą racjonalną głowę. Zadaję pytanie, puszczam intencję i losuję karty, które na rewersie są takie same. Nie wiem, co wylosuję, głowa powiedziałaby, że wybieram przypadkowo, a często zdarza się, że wyciągnięta odpowiedź trafia w punkt. A dlaczego? Bo „wiemy”, bo ją znamy – nie na poziomie głowy, a na poziomie serca, podświadomości i intuicji. Karty pozwalają ominąć tę naszą racjonalną głowę i podpowiedzieć rozwiązanie, które płynie bezpośrednio z wewnętrznej mądrości. To nie będzie podpowiedź, za ile mam kupić dom. Karty nie odpowiadają „tak” lub „nie”. Korzystam z kilku rodzajów kart. Czasem proszę klientkę, żeby sama wybrała talię, która ją woła, nawet jeśli przyciąga ją tylko kolor okładki.

Czym się jeszcze zajmujesz?

Pracą duchowo-rozwojową z kobietami.

Prowadzę różnego rodzaju warsztaty, jak kręgi kobiece czy ceremonie kakao.

To zupełnie innego rodzaju kakao niż takie, które możemy kupić w sklepie. Zostaje ono Jest specjalnie przywożone z różnych stron świata i tak jak w przypadku wina – każdy jego szczep ma inny smak i działanie. To kakao nie jest odtłuszczone, działa na nas pobudzająco i mówi się, że otwiera przestrzeń serca. Strzał magnezu i dużo innych makro- i mikroelementów powoduje, że nasze ciało wchodzi w przyjemny stan odprężenia, zrelaksowania i miękkości, a wówczas łatwiej jest nam lepiej poczuć siebie i miejsce, w którym jesteśmy. Kakao ceremonialne jest rośliną-nauczycielem. Zawsze rozmawiam z duchem drzewa kakao, prosząc o prowadzenie i ono też do mnie mówi. Każda ceremonia, którą prowadzę, ma swój motyw przewodni, zaprasza kobiety do konkretnego doświadczenia, np. tematu zaufania do życia, czucia emocji, śmierci i żałoby. Często piję też kakao sama, do własnej medytacji i wglądów. Wszystko to może się zadziać oczywiście tylko wówczas, gdy się na to otworzymy. Praca z energią jest bardzo subtelna, bo łatwo to wyśmiać, bo ktoś zrobi sobie kubeczek kakao i będzie odkrywał tajemnice wszechświata, ale naprawdę wszystko zależy od intencji i nastawienia. Jeśli podchodzę do tego z szacunkiem i poważaniem, to mogę w zamian wiele dostać. Jeśli z tego kpię, to posiedzę, wypiję, wzruszę ramionami i wyjdę.


Energetyczny świat duchowości jest bardzo nienarzucający się. Im bardziej jesteśmy w racjonalnej głowie, tym mamy do niego mniejszy dostęp. A im bardziej jesteśmy w czuciu, tym łatwiej jest się nam z nim skontaktować.

Czyli poetyckie, mickiewiczowskie czucie i wiara mówi do ciebie silniej niż szkiełko i mędrca oko?

Uważam, że nasze życie tu i teraz jako człowieka to połączenie z tym, co boskie i ziemskie. Dla mnie żadna skrajność nie jest dobra. Nie chodzi ani o to, żeby teraz porzucić materię, bujać w obłokach, a nie mieć za co kupić chleba, ani by być tym szkiełkiem i okiem, wyłącznie racjonalizować, odcinając się od swojego czucia. To, czego uczę kobiety we wszystkich działaniach, to szukanie równowagi. Nasza głowa jest niezbędna (śmiech). Jest menadżerem, ale super, jeśli kluczowe decyzje życiowe podejmujemy z poziomu czucia i intuicji, a nie tylko racjonalizacji.

To, czego uczę kobiety we wszystkich działaniach, to szukanie równowagi. Nasza głowa jest niezbędna (śmiech). Jest menadżerem, ale super, jeśli kluczowe decyzje życiowe podejmujemy z poziomu czucia i intuicji, a nie tylko racjonalizacji.

Julia Marcinowska/martachowaniec.com

Można się uzależnić od chodzenia do wiedźmy?

Widzę to inaczej.

Oczywiście można powiedzieć, że to zależy. Ważny jest dla mnie cel, jaki ma dana sesja. Jeśli przychodzę jako klient po to, żeby ktoś mi powiedział, jak mam żyć, czy mam kupić ten dom, czy nie, czy mam się rozwieźć, czy zostać, czy mam mieć dziecko, czy nie – wówczas nie staję w odpowiedzialności wobec mojego życia. Nie przychodzę jak zdrowa dorosła, która sama podejmuje decyzje, tylko staję w roli dziecka, oczekując, aż ktoś lepszy, większy, mądrzejszy powie mi, co mam robić. Jeśli funkcjonuję w tym paradygmacie, najczęściej wracam, wracam i wracam z sesji na sesję i nic z tego nie wynika.


Ale jeżeli przychodzę po wgląd, szerszą perspektywę, po zrozumienie, uwolnienie i rozpuszczenie starych emocji, by móc stanąć do życia i podejmować samodzielne decyzje – jest to bardzo pomocne. Ale to też bardzo indywidualna sprawa. Jedni przychodzą raz, dostają to, co mają dostać i idą dalej do swojego życia. Inni z kolei wracają regularnie przez, na przykład, rok. Jeszcze inni pojawiają się co rok z kolejnym tematem. Każdy z nas potrzebuje czegoś innego. Nie ma tu reguły i ja też jestem daleka od tego, by planować jakiś z góry określony schemat procesu.
Osobiście nie czuję, żebym uzależniała od siebie klientki. Po pierwsze, daję wolną wolę i wybór; po drugie, uczę podejmowania decyzji. Przychodzą do mnie kobiety, które potrzebują mojej obecności, objęcia i łagodności. Pragną, żeby ktoś je wreszcie zobaczył, usłyszał w tym, w czym tkwią. To zresztą jakość typowa dla zawodów pomocowych, nie powiedziałabym, że chodzi tylko o wiedźmę. Objęcie w łagodności, w kontakcie i usłyszeniu, zobaczeniu drugiej strony – bycie wiedźmą to potencjał każdej z nas. Wiedźma to kobieta, która wie, która czuje i słucha siebie, która ufa sobie oraz mądrości przeszłych pokoleń.

Objęcie w łagodności, w kontakcie i usłyszeniu, zobaczeniu drugiej strony – bycie wiedźmą to potencjał każdej z nas. Wiedźma to kobieta, która wie, która czuje i słucha siebie, która ufa sobie oraz mądrości przeszłych pokoleń.

Julia Marcinowska/martachowaniec.com

I dzięki temu będzie szczęśliwa?

Sprawdź (śmiech).

To pytanie, na które nikt nie odpowie. Osobiście mam poczucie, że im więcej czuję, im bardziej ufam sobie i wędruję za tym, czemu ufam, tym szczęśliwsza czuję się w życiu. Mam za sobą takie doświadczenia, że im bardziej byłam „w głowie”, w odcięciu od emocji, wszystko potrzebowałam skontrolować i zrozumieć, nie przyniosło mi to szczęścia, a wręcz odwrotnie – ciągły ścisk i poczucie winy, że wiem lub robię za mało, że jestem niewystarczająca. Ale ja mogę mówić za siebie. Myślę, że mój przypadek nie jest jedyny i odosobniony. Każdy inaczej definiuje swoje wewnętrzne, indywidualne szczęście. To, w jakim momencie życia jestem, daje mi szczęście i poczucie satysfakcji, choć tak samo jak każdy mierzę się z wieloma trudnościami, popełniam błędy i mam swoje marzenia. Zresztą my, ludzie, tak już działamy, że jeśli jest nam dobrze, to nic nie robimy. Dopiero gdy uwiera nas jakiś kamień w bucie, to pochylamy się nad tym, dlaczego tam jest i dlaczego uwiera. „A może niosę go w swoim bucie przez trzydzieści lat i już dłużej nie chcę?”.

No, to do wiedźmy jak do dentysty.

Tak i nie. Wiedźma nie uleczy naszego wewnętrznego bólu, ale pomoże nam samym do wnętrza zajrzeć, będzie towarzyszyć w płaczu i trzymać za rękę, podpowiadać, jak sobie ulżyć. Ale nie zrobi tego za nas.


Do wiedźmy – po kierunek, a wewnętrzne przeglądy można robić już samemu albo z innymi specjalistami. Wiedźma też łączy inne kobiety, z którymi mogę usiąść w kręgu i którymi mogę się inspirować. Do wiedźmy idzie się po nowe spojrzenie na różne rzeczy, złapanie dystansu. Jeśli złapiemy tę wspominaną już przeze mnie jakość w sobie, jakość „tej, która wie”, to jesteśmy prawie samowystarczalne.

Jak wyjaśnisz powrót do tematyki wiedźm w popkulturze, mediach, też tych społecznościowych?

Myślę, że parę poziomów.

Wiedźma jest „w modzie”, na zasadzie zabawy w stare zwyczaje i szukania zaklęcia na wieczną miłość. Wierzchnia warstwa to folklor. Przecież co pewien czas można zauważyć tradycję wracania do historii, ludowości, folkloru, inspirowania się nim. Sama dostałam od wydawnictwa propozycję napisania książki jako wiedźma, ale szybko okazało się, że oczekują ode mnie krótkich zaklęć na miłość, „hokus-pokus” i „czary-mary”. Byli zaskoczeni, że dla mnie koncepcja wiedźmy jest czymś innym. Kiedy wytłumaczyłam, że zajmuję się bardziej rozwojem osobistym i duchowym, pracą ze sobą, nie byli zainteresowani.


Z drugiej strony mam wrażenie, że jest coraz więcej kobiet, które same siebie nazywają wiedźmami, bo szukają głębiej – po raz kolejny do tego się odwołuję – jakości, mądrości w sobie, słuchania siebie. Zaczynają się identyfikować z „tą, która wie”. Jestem też daleka od etykietowania. Sama jestem kobietą świadomą, która się rozwija, zagląda głębiej. Każda z nas ma ten potencjał, ale nie każda musi chcieć go wykorzystać, a niektóre z nas nigdy w to miejsce nie zajrzą. I to jest w porządku.

Wymień proszę pięć kroków do zostania wiedźmą? (śmiech)

Niestety, gdy chcemy opisać „poziom czucia”, wysypujemy się na tym. Nie chodzi o opisywanie, tylko o doświadczanie. Każdy z nas drogę do czucia swojej boskości, indywidualności i intuicji – oraz być może podążania za nią – przemierza sam. Nikt za nas jej nie przejdzie. Nikt za nas tego nie poczuje ani nie opisze. Szukamy prostych rozwiązań a potykamy się nawet o te pięć kroków, bo ilu z nas rzeczywiście je postawi? A być może (i tak to czuję teraz mocno) każdy z nas ma inne pięć kroków, bo ścieżka rozwoju każdego z nas jest inna?


Świadome życie jest dla mnie identyfikacją wewnętrzną i rozumieniem siebie. Życie jest dla mnie uczeniem się łagodności do siebie. A świadome życie to czucie.


Dla mnie wiedźma nie jest zawodem, tylko stylem życia. Szukam mądrości w sobie, a nie na zewnątrz, ufając, że mam do niej dostęp, bo każda z nas, będąc tu, na ziemi, jest połączeniem pierwiastka boskiego i materialnego. Ufam swojej boskości.

wiedźma, czucie, intuicja, Julia Marcinowska
Julia Marcinowska

Julia Marcinowska jest trenerką rozwoju osobistego i duchowego, z wykształcenia socjologiem i mediatorem, trenerką warsztatów umiejętności psychospołecznych, certyfikowaną instruktorką Gimnastyki Słowiańskiej w tradycji białoruskiej w szkole Metamorphosis, absolwentką kursów pracy z ciałem (świadomy oddech, relaksacja, mięśnie dna miednicy) oraz energią (channeling, Spirit Release, Regressing), twórczynią inicjatywy JA.KOBIETA.WIEDŹMA: www.jakobietawiedzma.pl

Prowadzi różnego rodzaju warsztaty rozwoju osobistego łącząc Gimnastykę Słowiańską, Kręgi Kobiet, Ceremonie Kakao, medytacje i intuicyjną pracę z przestrzeni serca m.in. poprzez malowanie mandali czy karty duchowe. Prowadzi też indywidualne sesje energetyczne jak Channeling – spotkanie z Twoją Duszą, sesje uzdrawiania energetycznego metodą Spirit Release, oczyszczanie energetyczne miejsc/domów/mieszkań/biznesu, uzdrawianie pokoleniowych wzorców Rodowych czy Regresing – Terapia Poprzednich Wcieleń.

W warsztatach grupowych i sesjach indywidualnych łączy pracę z ciałem, energią i emocjami, zaglądając tam gdzie świadomość umysłu i pospinane ciało jeszcze nie umie.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *