Granice dzieci i dorosłych

Jarek Żyliński „Granice dzieci i dorosłych”

Granice to rozmowa, współpraca i spokojne dążenie do zaspokajania własnych potrzeb. Czy to trudne? Zależy, w jakim domu się wychowaliśmy. Mówi się czasem, że pewne książki czytamy od deski do deski; ja książkę Jarka Żylińskiego „Granice dzieci i dorosłych” właśnie od deski do deski przerabiam. Bardzo ją polecam, nawet tym, którzy nie pochodzą z dysfunkcyjnych domów.

Jak stawiać granice?

Jarek Żyliński „Granice dzieci i dorosłych”
Granice dzieci i dorosłych


O czym myślicie, słyszysz słowo „granice”? Zgaduję, że o granicach państw, tych geograficznych. W kontekście osobistym pojęcie to może wydawać się abstrakcyjne. Gdzie leżą nasze granice? Dlaczego ich wyznaczanie jest takie ważne? Jak się tego nauczyć?
Kiedy jedziemy za granicę, musimy dostosować się do prawa obowiązującego w danym kraju. Jeśli tego nie zrobimy, czyli złamiemy np. zasady ruchu drogowego, dostaniemy mandat. Większość państw nie jest w sytuacji wojny, tylko ze sobą współpracuje. Autor książki „Granice dzieci i dorosłych” przenosi tę metaforę stosunków międzynarodowych na relacje panujące między członkami rodziny, co pomaga zrozumieć, jak nasze osobiste granice wpływają na rozpoznanie wzajemnych potrzeb i na komunikację. Granice są bazą dobrych wspierających relacji, dają poczucie bezpieczeństwa. Książka Żylińskiego bardzo wyraźnie tłumaczy, że jasne wyznaczanie granic, choć czasem płynnych, jest dla naszych dzieci konkretnym drogowskazem.

Jak wyznaczać granice?

Jarek Żyliński „Granice dzieci i dorosłych”
Granice dzieci i dorosłych


Autor podaje bardzo dużo przykładów z codziennego życia. Najczęściej przekraczamy granice naszego dziecka, kiedy mówimy: „Nie bój się”, „Przestań się złościć”, „Uspokój się”, „Nie płacz”, „Nie ma się czego bać”, „Nie ma się z czego cieszyć, przecież to tylko…”… Takie komunikaty bardzo często słyszałam w moim domu rodzinnym. Do tej listy dodam jeszcze „Weź się w garść”; niestety wchodzą one w krew i bezwiednie przekazujemy je naszym dzieciom.


Jeśli w naszym domu zabrakło szacunku, a granice były brutalnie przekraczane, to włożono nam na barki ciężki do noszenia plecak i trudno będzie nam stawiać granice w życiu dorosłym. Bo jak zbudować zdrowe „ja”, jeśli od dziecka uczono nas, na przykład, że nasza obecność jest kłopotem, a emocje – obciążeniem? Warto więc wprowadzić przynajmniej psychoedukację, na przykład poprzez czytanie właśnie takich książek jak “Granice dzieci i dorosłych”.


Kompetencje emocjonalne są moim zdaniem jednym z najważniejszych elementów współpracy. Przykładowo, złość należy wyłącznie do nas samych. Jak pisze Żyliński: „Jeśli chcemy grać czysto, w kwestii emocji warto, żebyśmy liczyli na siebie”. Chodzi o zdjęcie winy z otoczenia; skoro przerzucam winę na moje otoczenie, to nie mam jak wpłynąć na zmianę sytuacji.

  • Jenny Colgan Objazdowa księgarnia

    „Objazdowa księgarnia” Jenny Colgan to książka bez dedykacji, ponieważ jest dedykowana każdemu z czytelników. Mnie i Tobie. Wszystko w tej książce wdzięczy się do czytelniczki i jednocześnie bardzo wdzięczne do czytania.

Bardzo interesująca jest również zaproponowana przez autora tabelka z twórczymi rozwiązaniami na czas, gdy przejmujemy odpowiedzialność za własną złość. Podaje on ciekawe przykłady różnych scen, pokazując, jak można rozmawiać z dzieckiem w jednoczesnym poszanowaniu granic, własnych i dziecka. Propozycje te dotyczą między innymi sytuacji, w których szczególnie trudno nam przyjąć emocje dziecka, gdy na przykład, odmawiamy mu zabawki czy kolejnej słodkości.

Jak ustalać granice?

Jarek Żyliński „Granice dzieci i dorosłych”
Granice dzieci i dorosłych


Opowiem o tym, co dzieje się czasem u mnie w domu.
Proszę uprzejmie: „Gosiu, posprzątaj swój pokój”.
Odpowiedź Gosi brzmi:
„Po pierwsze: porozmawiajmy o prawach dziecka. Po drugie: nie będziesz mi rozkazywać. Po trzecie: sama sobie posprzątaj”.
Miałam trochę pecha, bo akurat w tym dniu w przedszkolu hucznie obchodzono Dzień Praw Dziecka i pani przedszkolanka, jak widać, bardzo skutecznie wytłumaczyła dzieciom, że mają swoje prawa.
Otóż tak. Nasze dzieci mają prawo do własnych granic. Trzeba je po prostu zauważyć i uznać. Jeśli to zrobimy, dziecko poczuje, że ono i jego uczucia są akceptowane i będzie chętne do współpracy – przynajmniej teoretycznie. Pewnie nie zawsze i nie od razu. W tej kwestii doradziła mi psycholog dziecięca Natalia Ruszkowska na jednej z grup dla matek na Facebooku:
„Kluczowe jest nazwanie emocji, która towarzyszy dziecku – to często pomaga, by dziecko czuło się zrozumiane, na przykład:
«Słyszę, że jesteś bardzo zdenerwowana i że nie podoba Ci się to sprzątanie».
Można podkreślić uznanie JEJ perspektywy i uszanować stawiane nam granice:
«Masz prawo mówić, co myślisz. Każdy w naszej rodzinie ma swoje prawa i zdanie, Ty też. Musimy pomyśleć, co zrobić, aby szanować prawa wszystkich w naszej rodzinie».
Możemy też przekazać komunikat o własnych granicach i zaproponować współpracę zamiast rozkazu:
«A jednocześnie w naszej rodzinie każdy dba o swoje rzeczy. W sprzątaniu mogę Ci pomóc, ale nie zrobię tego za Ciebie».
Niektórym dzieciom pomaga wybór kontrolowany (który daje poczucie wpływu):
«Chcesz zacząć od ułożenia klocków czy schowania książek na półkę? Wybierz jedną rzecz na start».
Jeśli dziecko reaguje dużą złością:
«Widzę, że to dla Ciebie trudne. Jestem przy Tobie. Jak będziesz gotowa, zaczniemy»” – tłumaczy psycholog.

Książkę „Granice dzieci i dorosłych” Jarka Żylińskiego czy porady Natalii Ruszkowskiej warto wziąć pod uwagę, gdy zaczynamy przerzucać się z naszymi pociechami sugestiami typu „musisz” albo „powinieneś”. Granice są drogą do spokoju. To, w jaki sposób je wprowadzamy i interpretujemy, tworzy atmosferę, w której żyjemy na co dzień.

Jarek Żyliński „Granice dzieci i dorosłych”, wyd. Natuli.

Chcesz opowiedzieć własną historię?

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *